Blog

a dziś MAM s’MAK na HUMMUS :)

a dziś MAM s’MAK na HUMMUS :)

… że z życiem jest jak z gotowaniem, niby przepis jest, a każdemu wychodzi co innego :)

Unikam przepisów, lubię eksperymenty. Moja kuchnia opiera się na trzech przymiotnikach: smacznie, zdrowo, szybko. Zaopatrzona jest w produkty, które mi służą, a łączę je intuicyjnie. Choć czasem czytam przepisy, to nigdy ich nie odwzorowuję. Bywają inspiracją …

Tak jak w życiu – unikam ludzi, którzy lepiej niż ja wiedzą, co mi do szczęścia potrzebne – tak w kuchni „przepis na życie” też mi zbędny.

A jednak! Zasady, nawet własne, czasem warto złamać.

Dwa dni temu zakiełkowała mi myśl, że zrobię swój domowy hummus. A że  u mnie od pomysłu do realizacji droga ekspresowa prowadzi, więc przystąpiłam do działania. Przeczytałam skrupulatnie 5 może 6 przepisów. Przetrawiłam po swojemu i zabrałam się do roboty.

I tu złamana jest głównie zasada: szybko. Bo z hummusem tak całkiem szybko się nie da.

Główny składnik cieciorkę namoczyć warto około 12 godzin. Czekanie nie jest moją mocną stroną. Od razu, około 10 przed południem zalałam 250 gramów ciecierzycy kranówką. Odstawiłam i zajęłam się tym, co było w poniedziałkowym grafiku.

Po pracy dokupiłam kilka składników: kumin, czosnek. Gotową pastę tahini z dobrego źródła miałam już w domu.

Około 22:00 rozpoczęłam gotowanie cieciorki. Powinna być miękka. A wyczulona na zgłaszane powszechnie dolegliwości po zjedzeniu roślin strączkowych, wiem, że są sposoby aby je zlikwidować. Podpowiadam, warto. Trzy razy wymieniałam wodę w trakcie gotowania. Trzykrotnie doprowadzając ją do wrzenia. Około północy cieciorka była miękka.

Kolejny etap: zblendowałam ją dodając około 150 gramów pasty tahini = bajecznie słodki „ekstrakt” sezamowy, sok z całej jednej cytryny, 3 ząbki czosnku (pokroiłam go przed wrzuceniem do blendera) i tu mnie oświeciło. Kumin mam, owszem. Uprażyć go mogę. Niestety nie miałam ani moździerza ani młynka „kawowego”. I jak tu żyć? :) Uprażyłam kumin. Jeszcze ciepły zapakowałam w gruby, szczelny worek i młotkiem (jak do kotletów schabowych ) utłukłam go w drobny mak :) Trzeba sobie w życiu radzić. Moje nocne hummusowe wyczyny odbyły się z przytupem :)

Do tej masy (ilość mi wyszła imponująca, Gwardię Narodową mogłabym wykarmić :)) dolałam oliwę z oliwek i wodę. Nie umiem podać ilości. Było na oko, żeby hummus był gładki.

Zmęczenie wzięło górę. Zapakowałam wszystko do dużego słoika i poszłam spać. Rano nie bardzo miałam ochotę tego dzieła kosztować.

Po południu dodałam drobno pisiekaną natkę pietruszki i jeszcze ździebko oliwy w oliwek.

Byłam zaskoczona. Pierwsze koty za płoty. Kolejny będzie lepszy. Ale tego się ani trochę nie będę czepiała. Jest bardzo w porządku.

Podsumuję, czego i w jakich mniej więcej ilościach użyłam:

250 gr cieciorki, namaczanej 12h, gotowanej około 2h z trzykrotną zmianą wody

150 gr pasty tahini (poszłam na łatwiznę, kupiłam)

około 2 łyżki kuminu

sok z jednej cytryny

3 ząbki czosnku

oliwa z oliwek i woda (kranówka)

natka pietruszki

 

To tylko moje podpowiedzi. Odwagi życzę w kulinarnych podróżach :) Jedne z piękniejszych!

A że hummus jest zdrowy i przepełniony bogactwem wartości odżywczych to chyba nie ma potrzeby nikogo przekonywać? Chyba, że się mylę?

Jeśli Ktoś potrzebuje faktów świadczących na rzecz cieciorki, kuminu i innych składników, proszę śmiało pisać. Wypowiem się pełnym zdaniem :)

Smacznej majówki!

Ewa

 

2 Comments

  1. Olga

    Młotek – potrzeba matką wynalazku :D Też dziś robiłam hummus, który uwielbiam! Do swojego dodaję zawsze kilka kropel tabasco – bo lubię na ostro ;) No i sprzedam Ci patent mojej mamy na kremowy hummus o pięknym kolorze – lodowata woda, najlepiej jeszcze chłodzona lodem :) Sprawdziłam dziś, mama ma rację!
    Pozdrawiam!

    1. Ewa Koza

      dziękuję Olga :) sprawdzę! serdeczności załączam!

Dodaj Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress