Blog

Czy brak dostępu do wody pitnej stanie się naszą rzeczywistością?

Czy brak dostępu do wody pitnej stanie się naszą rzeczywistością?

Warto używać zdrowego rozsądku, nie umartwiać się, ale edukować i zachęcać do zainteresowania się tematyką ochrony środowiska. Prof. Szymon Malinowski, fizyk, bohater filmu „Można panikować” i twórca portalu naukaoklimacie.pl, mówi o rosnącym zagrożeniu wynikającym ze zmian klimatycznych. Czy zdążymy usłyszeć jego słowa, zanim będzie za późno?

Ewa Koza, Interia.pl: Na przestrzeni ostatnich 30 lat temperatura ziemi wzrosła o jeden stopień – co to oznacza?

Prof. Szymon Malinowski: Pamiętajmy, że różnica temperatur między epoką lodowcową, a okresem holocenu, kiedy rozwijała się nasza cywilizacja wynosiła 4-5 stopni Celsjusza. Zmiany temperatur miedzy epokami lodowcowymi a interglacjałami (przyp. red.: okresy międzylodowcowe) zachodziły w ten sposób, że ochłodzenia zajmowały mniej więcej osiemdziesiąt tysięcy lat, a ocieplenia około dwudziestu tysięcy lat.

– Przy obecnym tempie wzrostu temperatury możemy doprowadzić do takiej różnicy temperatur zaledwie w kilkadziesiąt lat. Być może nawet szybciej, bo tempo wzrostu temperatury rośnie i to jest poważny problem. Ani przyroda, ani my, ludzie, nie jesteśmy do tego dostosowani. Mówimy o średniej temperaturze globu, co nie przekłada się na średnią temperaturę konkretnych  miejsc i jest mocno związane ze wzrostem ilości różnego rodzaju zdarzeń pogodowych, na które zupełnie nie jesteśmy przygotowani.

Zdarza się, że we czwartek mamy 17 stopni, a piątek temperatura skacze gwałtownie do 31 stopni, by w sobotę spaść do 14 stopni Celsjusza. Czy duże amplitudy temperatury są efektem zmian klimatycznych?

– Przy cyrkulacji zachodniej, jaka przeważa latem tego  roku nad Polską, to jest normalna sytuacja. Raz napływa ciepłe powietrze z okolic zwrotnikowych, raz chłodniejsze z okolic Północnego Atlantyku. To nie jest nic niezwykłego. Nadzwyczajne sytuacje to bardzo długie fale upałów, z którymi mieliśmy do czynienia w ostatnich latach. W tym roku, szczęśliwie, tak się nie zdarza. Niepokojące są również bardzo długie okresy bezopadowe, z którymi mieliśmy do czynienia w tym roku, ale już zdążyliśmy o nich zapomnieć.

Jaki wpływ na dalsze zmiany klimatyczne będzie miało obserwowane już teraz pustynnienie centralnej części Polski?

– Jeśli chodzi o zmiany w Polsce, to zasadniczym problemem jest brak śniegu zimą. Pokrywa śnieżna i jej powolne topnienie pozwala zasilić głębsze zbiorniki wodne. Nawet bardzo duże opady latem, jakie mamy w tej chwili, nie pozwalają na odbudowanie zasobów wodnych w głębi ziemi. Te zasoby są bardzo ważne dla roślinności i dla nas, ludzi, bo musimy mieć wodę nie tylko wtedy, kiedy spadnie, ale także w okresach bezopadowych, a te są w ostatnich latach coraz dłuższe.

– Perspektywy są niewesołe. Zmieniają się przepływy atmosferyczne, coraz rzadziej trafiają się sytuacje takie, jak w tym roku, że jesteśmy przez długi czas pod wpływem cyrkulacji zachodniej, przynoszącej wilgotne masy powietrza znad Atlantyku. Z kolei napływ bardzo suchego powietrza zwrotnikowego czy kontynentalnego z Azji, a nawet chłodnego, ale prosto z Arktyki zawierającego mało wody, nie poprawi bilansu wodnego. Ponadto, gdy jest słonecznie, gorąco i sucho, dużo więcej wody paruje. Nawet jeśli spada jej w danej chwili bardzo dużo, to znakomita część odpływa i nie może być wykorzystana ani przez rośliny, ani przez rolnictwo.

– Dalsze zmiany klimatu będą prowadziły do pogłębienia kryzysu wodnego, który już obserwujemy. Paradoksalnie będzie nam groził i niedobór wody, i jej nadmiar. Oczywiście nie jednocześnie, a naprzemiennie: długi okresy niedoboru i krótkie, ale gwałtowne okresy nadmiaru. Jedno i drugie nie jest dobre dla roślin, człowieka i całego naszego otoczenia.

Czy zmiany klimatyczne mogą stać się przyczyna migracji?

– To skomplikowany problem. Zmiana klimatu to także zmiana cyrkulacji atmosfery i dostarczania wody, czego właśnie doświadczamy w Polsce, a także zmiana warunków życia na powierzchni Ziemi. Globalne ocieplenie powoduje, że wzorce opadowe i wzorce pogodowe, do których się przystosowaliśmy, ulęgają załamaniu. Są miejsca na planecie, gdzie coraz więcej dni w roku przestaje nadawać się do życia, gdyż temperatura tak zwanego „wilgotnego termometru” przekracza to, co może znieść organizm ludzki. Obserwujemy to obecnie na wielu obszarach tropikalnych.

– Drugi problem polega na tym, że ludzie, których wciąż przybywa – zużywają coraz więcej wody. Większych jej nakładów wymaga również rolnictwo. Próbujemy więc gospodarować wodą grodząc wielkie rzeki i nie puszczając jej dalej. To się dzieje w Chinach, a także na Nilu, Eufracie i Tygrysie. Bardzo duża część konfliktów, które już mamy w tej chwili, w tym konflikt w Syrii, wynika właśnie z braku wody. To ich pierwotna przyczyna. Konflikty będą narastać. Gdy brakuje wody, brakuje żywności i stabilizacji. Ludzie muszą wówczas uciekać, zmieniać swoje miejsce zamieszkania, w związku z czym migracje w przyszłości są bardzo prawdopodobne. Na jaka skale wystąpią, zależy od tego, na jaką skale zmienimy te stosunki.

Czy mamy się spodziewać problemów z dostępem do wody pitnej w Polsce?

– Jeżeli będziemy rozsądnie nią gospodarować i ograniczać zmiany klimatu, nie powinno nam zabraknąć wody pitnej. Natomiast jeśli będziemy prowadzić gospodarkę rabunkową, w którymś momencie wody nam zabraknie. W miejscach, w których już brakuje wody z powodu zaburzenia cyklu hydrologicznego i większego zużycia wody, korzystamy z głęboko położonych wód podziemnych, które są odnawialne w okresach tysięcy czy nawet setek tysięcy lat. Jeżeli zabraknie wody w zbiornikach głębinowych, a przecież nie prowadzimy ewidencji ich wykorzystania, problem stanie się realny.

Jednak polityka i biznes ciągle nie chcą usłyszeć o konieczności zatrzymania zmian klimatycznych?

– Bardzo duża część biznesów związana jest z tym, żeby jak najmniejszym kosztem, jak najwięcej sprzedać. To prowadzi do ukrywania pewnych kosztów. Biznes nie ponosi kosztów rzeczy i działań, które trudno jest określić, na przykład kosztu zniszczenia środowiska. Ile kosztuje nas naprawdę emisja dwutlenku węgla? Ile kosztuje nas eksploatacja wód podziemnych? Lubimy skorzystać i nie zapłacić. Dopóki polityka nie będzie na tyle mocna, dopóki poparcie obywateli nie będzie na tyle silne, by doprowadzić do prowadzenia działalności gospodarczej w oparciu o uczciwy rachunek: płacimy za środowisko tyle, ile to kosztuje i tyle, ile przynosi szkód innym, tak długo będziemy mieć sytuację, taka jak obecnie. Ta zmiana będzie wyjątkowo  trudna do wdrożenia, bo w krótkim okresie jest nie na rękę większości z nas.

Nauka wyraźnie mówi, że musimy zmniejszyć, a wręcz wyzerować emisję CO2 do 2050 roku. Jak to osiągnąć?

– Musimy przestać wzmacniać efekt cieplarniany. Wzmacniamy go emitując dwutlenek węgla, który już miliony czy dziesiątki milionów lat temu został wycofany z atmosfery. My go z powrotem emitujemy, już w zupełnie innych warunkach środowiskowych. Jak możemy ograniczyć emisję? Po pierwsze trzeba się zastanowić dlaczego używamy energii, którą tak łatwo dostajemy ze spalania paliw kopalnych. My na ogół tę energie w niewiarygodny sposób marnotrawimy, przede wszystkim dlatego, że nie płacimy jej kosztów.

– Dobrze obrazuje to przykład współczesnych samochodów. Samochód ma bardzo nieefektywny silnik spalinowy, który służy do rozpędzenia tony, albo półtorej tony żelastwa, by potem tą energię, która w nieefektywny sposób została zużyta na rozpędzanie, roztrwonić w środowisku przez hamowanie. Wszystko po to, by przewieść nas, czyli kilkadziesiąt kilogramów i ewentualnie pięć kilogramów naszych zakupów. Nasz sposób korzystania z energii jest niewiarygodnie marnotrawny.

Jak to zmienić?

– Nie ma żadnego powodu, by już w tej chwili ustawowo nie nakazać budowy budynków zeroenergetycznych. One w praktyce są tańsze od budynków, których powszechnie używamy. Może koszt budowy jest nieco wyższy, natomiast koszty eksploatacji są istotnie niższe. Nie jesteśmy do tego przyzwyczajeni, takie rozwiązania wydają nam się dziwne czy głupie. Przykłady można mnożyć. Ważne jest, że mamy wszystkie narzędzia w ręku. Mamy możliwości zastąpienia energii elektrycznej z paliw kopalnych przez pozyskiwanie jej ze źródeł odnawialnych i nieemisyjnych, w tym z elektrowni jądrowych. Niestety ciągle z tego nie korzystamy. Budujemy różnego rodzaju nowe źródła emisyjne i próbujemy zastąpić węgiel gazem ziemnym. To trochę absurdalne rozwiązanie, bo gaz ziemny to też kopalny dwutlenek węgla, a dodatkowo produkcja i wydobywanie gazu ziemnego powoduje duże emisje metanu, silnego gazu cieplarnianego. Biorąc pod uwagę efekt cieplarniany, bilans zbliżony jest często do palenia węglem.

Wysiłek, który nie przynosi efektu?

– Jest mnóstwo działań, które podejmujemy, ale one nie przynoszą pożądanego efektu. Uprawiany jest tak zwany greenwashing, czyli przekonanie, że jeżeli zrobimy jedną czy drugą rzecz, to naprawimy środowisko, ale to często są działanie powierzchowne i pozorne. Widziałem reklamę nowej restauracji Mc Donald’s, zeroenergetycznej. Fantastycznie, że taki budynek powstał, natomiast emisje związane z produkcją żywności, która propaguje Mc Donald’s są niewiarygodnie wysokie. To dobry przykład zastępowania rzeczywistych rozwiązań rozwiązaniami pozornymi. Czujemy się dobrze, gdy posegregujemy plastikowe torebki. To oczywiście bardzo ważne, ale to nie zastąpi podstawowych kwestii związanych z organizacja społeczeństwa i zasadą działania biznesu.

Czyli działania jednostki są ważne, ale bez regulacji systemowych nie osiągniemy zmiana w wystarczającej skali?

– Działania systemowe i działania jednostek są bardzo ważne. Dziś we względnym dobrobycie żyje około 20-30 proc. ludności na świecie. Pozostałe 70 proc. wzoruje się na tym, co robimy, czyli na  niezwykle nieefektywnym wykorzystaniu dóbr, które mamy. Dysponujemy wszystkimi środkami technicznymi potrzebnymi do tego, by dobra naturalne wykorzystywać znacznie lepiej, nie pogarszając istotnie jakości życia: jego długości, dostępu do opieki zdrowotnej, możliwości kulturalnych. To, co robimy, to niewiarygodny wzrost marnotrawstwa.

– Od początku XX wieku produkcja tekstyliów w przeliczeniu na obywatela świata wzrosła dwukrotnie. Dziś produkowanych jest 13 kg ubrań na obywatela rocznie. Połowa tych tekstyliów to bardzo cienkie włókna plastikowe, czyli mikroplastik, obecny już wszędzie, nawet w kroplach deszczu. Świat mody dyktuje trendy, a 20 proc. wyprodukowanych i niesprzedanych ubrań zostaje spalonych. W ten sposób może działać tylko marnotrawny biznes, który nie ponosi kosztów środowiskowych.

Skoro zatrzymanie zmian klimatycznych wymaga zmian systemowych, czy to nie jest sposób na zrzucenie odpowiedzialności na innych? Czy działania pojedynczego Kowalskiego takie jak segregowanie śmieci czy ograniczenie konsumpcji  mają sens?

– My musimy to robić, żeby przekonać polityków, że potrafimy, chcemy i, że warto. Musimy też wybrać takich polityków, którzy dostrzegą problem. Trzeba propagować takie postawy w społeczeństwie. Ich celem nie jest jednak umartwianie się, ale edukowanie społeczeństwa i wywieranie pozytywnego wpływu na świat. Postawa Kowalskiego jest krytycznie ważna, natomiast nie możemy oczekiwać, że samą postawą Kowalskiego zmienimy rzeczywistość. Działania jednostki pomogą, ale bez zmian systemowych okażą się absolutnie niewystarczające.

Zwłaszcza, że obserwujemy skrajne postawy. Są osoby, które zrezygnowały z używania samochodu i wręcz z apteczną dokładnością segregują śmieci. Są i takie, które zachęcone sloganami reklamowymi co rusz wymieniają telefon cz telewizor, bo pojawił się lepszy model. Jak zachęcić je do zastanowienia się nad środowiskiem?

– Na przykład uprościć schemat sortowania odpadów. Tu znowu trzeba wpłynąć na polityków, żeby wydali nakaz oznakowania wszelkiego rodzaju opakowań i produktów na przykład kodem kolorowym, które wrzucane byłyby do kolorowych pojemników. Kowalski nie musi się wówczas zastanawiać do jakich odpadów ma wrzucić daną rzecz. Jeśli nie uprościmy zasad sortowania, zostaniemy z problemem nieczytelnych wytycznych, które zniechęcają do działania na rzecz środowiska.

Tak, tylko, że obecnie słyszymy od rządzących, że gospodarka jest oparta na węglu i tak będzie.

– Duża cześć społeczeństwa nie rozumie skali problemu, dlatego ważna jest edukacja i nasza prośrodowiskowa postawa.

Gdzie możemy znaleźć więcej informacji na temat zmian klimatycznych i konsekwencji tych zmian?

– W Polsce jest z tym kłopot. Lata temu założyliśmy z grupą przyjaciół stronę naukaoklimacie.pl gdzie mamy duże kompendium wiedzy. Materiałów jest tak dużo, że warto korzystać z wyszukiwarki na tej stronie, żeby dotrzeć do interesującego zagadnienia. Ta strona dotyczy wiedzy o klimacie i procesach klimatycznych: co się dzieje, jakie są związki przyczynowo-skutkowe, co może się zdarzyć.

– Jeśli chodzi natomiast o działalność osobistą warto skorzystać z kalkulatorów śladu węglowego, a poza tym używać zdrowego rozsądku. Jeżeli leje więcej benzyny do baku, to znaczy, że emituje więcej dwutlenku węgla. Jeżeli kupuję więcej nowych rzeczy, wyrzucam więcej śmieci, to bardziej obciążam środowisko. Jeżeli stawiam płot, który wygradza duży kawałek lasu i nie pozwala migrować zwierzętom i roślinom, to niszczę bioróżnorodność. To zupełnie oczywiste sprawy, o których nie myślimy na co dzień, a powinniśmy nabrać takiego nawyku.

***

Szymon Malinowski, prof. dr hab., fizyk atmosfery, specjalista z zakresu fizyki chmur i opadów. Wykłada na Uniwersytecie Warszawskim. Współzałożyciel portalu naukaoklimacie.pl

 

Wywiad ukazał się dla portalu Interia.pl

Dodaj Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress