Blog

Im więcej wiem, tym zdrowiej jem. Czy aby na pewno?

Im więcej wiem, tym zdrowiej jem. Czy aby na pewno?

Temat ortoreksji ,czyli patologicznej obsesji na punkcie spożywania zdrowej żywności, przewija się coraz częściej. Jakie są jej przyczyny. Wydaje się, że potrzeba sprawowania nieustannej kontroli. My, ludzie przejawiamy w różnym stopniu tendencje do kontrolowania w wielu aspektach. Zdrowy tryb życia i świadome odżywianie to bardzo pozytywny kierunek, a jednak, jak wszystko, może stać się chorobliwy.

Chyba nie całkiem chcemy sobie zdać sprawę z poważnych konsekwencji ortoreksji. Może ona doprowadzić do anoreksji, anemii, awitaminozy, zaburzeń psychicznych, izolacji społecznej czy depresji.  Niestety jest zazwyczaj późno diagnozowana i wymaga wielokierunkowego działania. Warto, aby osoba, która się z nią boryka, skorzystała zarówno z pomocy psychologicznej jak i dietetycznej. Zdarza się, że ludzie dotknięci ortoreksją spędzają po kilka godzin dziennie na planowaniu swojego menu, na wnikliwej analizie składu, czytaniu etykiet. Oczami wyobraźni widzę, jak wielu z nas z uśmiechem ulgi mówi sobie teraz, OK, „ja tak nie mam”. To dobrze. Pamiętajmy tylko, że ten proces trwa, rozwija się stopniowo. Początek jest niewinny, niezauważalny. Jeśli jednak unikamy wspólnych posiłków z rodziną, znajomymi, jeśli w naszym pojęciu wszyscy odżywiają się niezdrowo, to wyraźny sygnał ostrzegawczy.

Gdzie przebiega granica pomiędzy dbaniem o odżywienie ciała, a chorobliwą kontrolą? Myślę, że warto zadać samemu sobie to pytanie. Czy to, co robię, czy to jak się odżywiam służy mi, dodaje energii,  sprawia, że czuję się zdrowiej, lepiej, bardziej atrakcyjnie, czy też jest dla mnie męką, udręką, zaburza mój tryb życia. Wnioski ogólne nie mają tu racji bytu. Są osoby, które twierdzą, że uszczęśliwia je dieta oparta na produktach typu fast food. Cóż, wątpię i jednocześnie zostawiam im decyzję. Każdy dorosły człowiek sam wybiera, co wyląduje na jego talerzu, w jego żołądku, czy będzie się odżywiał, czy będzie zaśmiecał swoje ciało.

Każda skrajność jest niezdrowa. Nie ma sensu rozkładania wszystkiego na atomy. Życie powietrzem, światłem słonecznym, cóż słyszałam o takich pomysłach, na ile się sprawdziły? Wszędzie możemy węszyć spisek i szukać toksyn, tylko po co. Życie miłością jest całkiem przyjemne, a jednak skłaniam się ku uzupełnieniu energii również z artykułów spożywczych.

W każdym, nawet najcenniejszym produkcie możemy znaleźć coś podejrzanego. Hipotetycznie założyć, że producent nie zadbał o jakość gleby, wody, powietrza, że żywność była niewłaściwie przewożona lub przechowywana.  Jeśli będziemy się upierać, to może nam z tej matematyki wyjść, że życie jest toksyczne. Nie polecam. Ważne aby zachować umiar i zdrowy rozsądek. Szukajmy najlepszych wyborów spośród dostępnych dla nas opcji. Nie żyjemy w idealnym świecie, nie szukajmy idealnych rozwiązań. Warto znaleźć satysfakcję z tych wystarczająco dobrych.

Sprawmy sobie trochę radości przy stole. Dbajmy o siebie z głową. To procentuje!

Dodaj Komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress