Blog

Małgorzata Poznańska: „Chcę żyć, nie tylko chorować”

Małgorzata Poznańska: „Chcę żyć, nie tylko chorować”

U mnie wszystko siedzi w stawach. Jakby życie uparło się, żebym usiadła na przysłowiowych czterech literach, a ja nie mam zamiaru siedzieć – mówi Małgorzata Poznańska, założycielka bloga „Zwyczajna babka”, bibliotekarka, pasjonatka książek i ogrodu. Mama i żona, która od siedmiu lat żyje z dwiema chorobami autoimmunologicznymi: reumatoidalnym zapaleniem stawów i toczniem, ale koncentruje się na życiu, nie na chorowaniu.

Ewa Koza, Interia.pl: Jak mówią słowa piosenki: „Wszyscy chcą być piękni i wyjątkowi”, tymczasem pani nazwała swój blog: „Zwyczajna babka”. Skąd ten pomysł?

Małgorzata Poznańska: – To przewrotna nazwa. Kiedy zaświtała mi myśl o stworzeniu bloga, siedziałam w tematyce ziołolecznictwa i medycyny niekonwencjonalnej. Szukałam remedium na swoje schorzenia. I tam znalazłam inspirację. Wykorzystałam nazwę babki lancetowatej, zwanej też babką zwyczajną. Taki mały słowny psikus, który dobrze do mnie pasuje.

– Jestem zwyczajnie niezwyczajna, jak każdy. Od dziecka chodzę swoimi  ścieżkami. Gdy dorastałam, mama często powtarzała, że o mnie się nie martwi, bo wie, że idę swoją drogą i nikt mnie z niej nie sprowadzi.

Kiedy zaczęła pani tworzyć „Zwyczajną babkę”?

– Kilka lat temu. Choć wciąż dźwięczą mi w uszach słowa babci, która mawiała, że lepiej nic o sobie nie mówić, czasem chcę się czymś podzielić. Potrzebuję być szczera ze sobą i światem.

Z jakim zamysłem go pani stworzyła?

– Początkowo chciałam się skupić na tematyce chorób autoimmunologicznych, z którymi żyję, ale nie zawsze jest mi z tym po drodze. Żyję, rozwijam się i zmieniam, a mój Instagram razem ze mną. Dziś jest pełen książek i miłości do natury.

– Często dostaję wiadomości od osób, które szukają pomocy lub wsparcia. Mam nadzieję, że daję im to, czego potrzebują. Wymieniamy się doświadczeniami, dzielimy wiedzą. To wirtualne miejsce jest źródłem wielu dobrych rzeczy w moim życiu. Cieszę, że je mam.

Kiedy zdiagnozowano u pani choroby autoimmunologiczne?

– Najpierw dowiedziałam się o RZS-ie (reumatoidalne zapalenie stawów – przyp. red.). Diagnozę dostałam w listopadzie 2015 roku, czyli kilka miesięcy po tym, gdy pojawiły się pierwsze objawy. Miałam wtedy 28 lat. Pamiętam, że piekłam ciasto i zauważyłam, że coś jest nie tak z moimi palcami. Były opuchnięte i sztywne. Potem wszystko rozwijało się bardzo szybko.

– Pojawiał się coraz większy ból. Zaczęłam puchnąć, zaatakowało mi symetrycznie wszystkie stawy. Miałam duże trudności z poruszaniem się, ubieraniem, myciem, nie mówiąc o zajmowaniu się niemowlakiem.

Choroba pojawiła się tuż po urodzeniu dziecka?

– Tak. Mimo wielkiej radości związanej z narodzinami syna, opieka nad nim momentami mnie przerastała. Nie zawsze byłam w stanie go przewinąć, przebrać czy wykąpać. Bardzo źle się czułam. Byłam nieustannie zmęczona i niewyspana.

– Nikomu, kto opiekuje się niemowlęciem, nie wyda się to dziwne. Przeszło mi nawet przez głowę, że może to depresja. Dziś wiem, że uciążliwe zmęczenie jest jednym z objawów RZS-u. Pamiętam szok, który przeżywałam, bo nie wiedziałam co się dzieje z moim ciałem.

Dość szybko dostała pani diagnozę.

– To prawda. Standardowa diagnostyka chorób autoimmunologicznych trwa w Polsce nawet 36 miesięcy. Miałam szczęście. Trafiłam do lekarza – oczywiście prywatnie, bo na wizytę w ramach NFZ czekałam bez końca – który skierował mnie do szpitala. W trybie pilnym.

– Spędziłam tam dwa tygodnie. To była moja pierwsza rozłąka z synem. Bardzo to przeżyłam. Wyszłam z diagnozą RZS i rozpisanym leczeniem. Niestety, to nie był koniec moich problemów, a jedynie kawałek góry lodowej, z którą mierzę się cały czas.

Dodaj Komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress