Blog

Mobbing: przemoc po polsku

Mobbing: przemoc po polsku

Czy informując, że wszyscy jesteśmy winni wojny w Ukrainie, papież Franciszek chciał usprawiedliwić Putina? Czy przekonując, że lincz jest gorszy niż mobbing jeden z dziennikarzy chciał obronić kolegę po fachu? Ofiary niezmiennie wpycha się w poczucie winy, oprawców wciąż wybiela. A przynajmniej szuka dla nich wytłumaczenia, przecież są takimi wspaniałymi dziennikarzami, lekarzami czy menadżerami. Czy skośna relacja zawodowa naprawdę musi być nasiąknięta przemocą, bo tak zwany „szef” ma trudny charakter? Może już wystarczy tego poddaństwa? Mamy różny zakres obowiązków i różną odpowiedzialność, stąd różnice w naszych pensjach, ale szacunek należy się każdemu i na każdym stanowisku. Od tej reguły nie ma wyjątków.

Mobbing: Przecież tak było zawsze

Ojca należało całować w rękę, nawet jak bił i się znęcał. Czy stąd wzorzec, że przed szefem należy się płaszczyć, zwłaszcza jeśli ma problem z emocjami i nie panuje nad agresją, czy – jak wolą inni – ma trudny charakter?

Wciąż nie milkną echa po nagłym odejściu z pracy pana Tomasza Lisa. Sprawa głośna, bo tę twarz i to nazwisko zna chyba każdy Polak.

Zastanawia mnie o ilu nieetycznych zachowanych w relacjach zawodowych nie dowiemy się nigdy, bo ofiary są notorycznie wpędzane w poczucie winy i nasiąkają toksycznym wstydem. Osoba poddawana ciągłej presji psychicznej kurczy się i zamyka w sobie. Dlatego tak drażnią mnie pytania, którymi wielu ludzi zasypuje teraz panią Renatę Kim: „dlaczego dopiero teraz?”. Bo teraz do tego dojrzała, bo to jest bardzo trudna decyzja, bo może wcześniej nie miała siły. Bo może lepiej docenić jej odwagę, niż osłabiać nic niewnoszącymi pytaniami.

Myślę, że wiele osób milczy na temat przemocy, bo w Polsce nie kto inny, tylko ofiary poddawane są osądowi. To one muszą się tłumaczyć i udowadniać, że doszło do nieprawidłowości. Żyjemy w apoteozie wybielania tyranów, usprawiedliwiania przemocowców, tłumaczenia niegodziwych zachowań i obawie przed zamianą utrwalonej w relacjach skośnych patologii.

Mobbing: Biuro w miejscu piaskownicy

Ktoś, kto nie doświadczył mobbingu, nie wie jak potężne i dalekosiężne skutki ma ten proceder. Często – rosnąc w siłę – trwa latami. Zaczyna się od niewinnych szpileczek. Czegoś na kształt zaczepek, jakimi dzieci żyjące w czasach  PRL-u wymieniały się w piaskowniach. To wspólna cecha przemocowych szefów. Oni nie dorośli do swojej roli. Wciąż siedzą w piaskownicy, po prostu przenieśli ją do biura czy innego miejsca, z którego sprawują swe rządy. Znałam osobę, która, przez lata poniżana w pracy, popełniła samobójstwo. Mobbing nie jest niewinną zabawą.

Przez kilka lat, w ramach obowiązków zawodowych, regularnie odwiedzałam jednego z najbardziej medialnych profesorów medycyny. Powszechnie gloryfikowanego. Ciekawostką jest, że ów pan komunikował się ze swoją sekretarka mailowo. Poznałam ich kilkanaście. Żadna z kobiet nie wytrzymała współpracy dłużej niż 3 miesiące. Najczęściej odchodziły w trakcie okresu próbnego. O tym wiedzieli wszyscy. Cały szpital tym żył i nikt nie nic z tym nie zrobił. Byli i tacy, których to bawiło.

Przyzwolenie na szykany

„A ciebie kto będzie używał na tych wakacjach” – usłyszała z ust przełożonego przyjaciółka. „Wiesz, jak na ciebie patrzę, to nic tylko nogi na za piętnaście trzecia” – rzucił do niej w trakcie firmowej wigilii, kiedy już ledwie stał na swoich. Jak opowiadała, koledzy i koleżanki to słyszeli, ale milczeli. Przecież byli w drużynie „szefa”, bo któż by się ośmielił w niej nie być?

Przynosiła wiele podobnych cytatów. Mogłabym przytaczać je bez końca, tylko po co? Wykorzystywał każdą okazję, żeby jej dokuczyć, bo nie pasowała do „bandy”, jaką tworzył. Słaby człowiek, który próbował utopić swoje nieszczęście w alkoholu. Bardzo mu z nią było niewygodnie, bo ona nie pije. Publicznie komentował jej wygląd. Najczęściej pokrzykiwał, że jest za chuda albo jakakolwiek, ale nie taka, jak on lubi. Znam ją i umiem sobie wyobrazić, ile wysiłku wkładała w to, żeby trzymać poker face. Zdarzało się, że gdy po powrocie ze znienawidzonych cyklicznych szkoleń, opowiadała o jego wybrykach, rechotałyśmy. Zachowanie „szefa” bywało tak żenujące, że aż śmieszne. Tyle że dopiero po fakcie. Wiem, że wielokrotnie walczyła, żeby się przy nim nie rozpłakać.

Z czasem zwiększał intensywność szykan. Dlaczego? Bo mógł! Kiedy zgłosiła mobbing do dyrektorki działu HR, sprawy potoczyły się bardzo szybko. Ta najpierw niedowierzała, później próbowała tłumaczyć jego zachowanie, aż w końcu wyraziła puste współczucie i zaleciła odpoczynek.

Marta wzięła zwolnienie lekarskie. Czuła się już wtedy jak wrak człowieka. Wiem, że robiła wszystko, żeby nie dawać mobberowi satysfakcji i nie pokazywać, że cierpi, co nie zmienia faktu, że on ją regularnie i konsekwentnie niszczył.

Ostatecznie dostała informację od dyrektorki działu HR, że powinna złapać oddech i wrócić. Mobber miał ją przeprosić, a „korpoświat” dalej pięknie kręcić. Nie wróciła. Patrzyłam jak niknie w oczach, jak się zapada. Myślę, że lepiej, żeby osoby, które nie mają pojęcia, co się dzieje z człowiekiem poddanym długotrwałej presji psychicznej, nie próbowały rozstrzygać, co jest gorszym złem: lincz czy mobbing.

Pamiętam, jak zasypywała mnie pytaniami, dlaczego wybrali jego. Przecież była świetna w swoim fachu. Przecież przynosiła firmie ogromne zyski. Moje słowa do niej nie docierały. Dobrze wyjaśniła jej to terapeutka. On był dla nich wygodniejszym pioneczkiem. Ponoć osobami z chorobą alkoholową łatwiej sterować.

Jak będzie? To zależy od nas!

Z dystansu widać więcej. Jak możemy przeczytać, są w redakcji Newsweeka osoby, które nie ucierpiały we współpracy z byłym naczelnym. To typowe dla mechanizmów mobbingu. Przemocowcy wybierają kogo szykanują, a kogo hołubią. Ten, z którym pracowała Marta rozpływał się nad urodą jej koleżanki. Chyba myślał, że sprawi tym przykrość innym kobietom, a szczególnie Marcie. Nadawał ludziom etykietki i przezwiska, wybierał „lepszych i fajniejszych”. Stawiał się w roli „Boga”. To nierzadkie w kulturze pracy w naszym kraju.

Mobbingu dopuszczają się nie tylko mężczyźni. Tu nie ma reguły, jest za to ciągłe przyzwolenie na przemoc ze strony ludzi, którzy wdrapali się na wyższe stołeczki i wydaje im się, że zarządzają światem. Gdy słyszę: „przecież zawsze tak było”, nie pozwalam dokończyć zdania, bo to, czy zawsze tak będzie, zależy od nas.

Autorytetu nie zdobywa się siła, tylko przykładem, a dojrzała i pewna siebie osoba nie wrzeszczy, że jest pierwsza po Panu Bogu.

Może już wystarczy czasu na czołobitność i wazelinę. Może dorośniemy wreszcie – jako społeczeństwo – do pracy, współpracy i odpowiedzialności.

Nie interesuje mnie czy mobber miał fatalną matkę, ojca czy sąsiada. Przemoc jest przemocą i nie należy jej usprawiedliwiać.

Dodaj Komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress