Blog

Samobójstwa dzieci i młodzieży: skala problemu w Polsce przeraża

Samobójstwa dzieci i młodzieży: skala problemu w Polsce przeraża

 – Rodzice często obawiają się oceny swoich kompetencji wychowawczych. Boją się, że ktoś im powie: „to jest wasza wina”. Tak się nie dzieje. Dobry specjalista nie powinien formułować tego typu ocen. Nie taki jest cel. Zdarza się, że są pewne czynniki w środowisku dziecka są do zmiany. Ale nie chodzi o szukanie winnego, tylko o pomoc temu, kto jej potrzebuje. A właściwe o pomoc dla całej rodziny – mówi psycholog dzieci i młodzieży Julita Kielińska.

Ewa Koza, Interia: Właśnie padł niechlubny rekord samobójstw wśród nieletnich. Z jakich powodów młodzi ludzie chcą odebrać sobie życie?

Julita Kielińska: – Jest ich wiele. Teraz istotną rolę odgrywa pandemia. Dzieciom i nastolatkom, na długie miesiące, odebrano możliwość kontaktu z rówieśnikami, co negatywnie wpłynęło na psychiczny aspekt ich funkcjonowania i zaburzyło relacje społeczne. Potrzeba kontaktu z rówieśnikami jest, zwłaszcza w młodym wieku, czymś naturalnym i niezwykle ważnym dla rozwoju.

– Pandemia sprawiła, że relacje w znacznym stopniu przeniosły się do sieci. Nawet jeśli zostały podtrzymane, ich jakość jest zupełnie inna od tych, których nie dzieli wyświetlacz telefonu, czy laptopa. Nasiliła się samotność, również wśród najmłodszych. Szczególnie trudno jest tym dzieciom, które mierzą się dodatkowo z problemami rodzinnymi i zostały zupełnie same.

Zmiany w sposobie nauczania były poważnym wyzwaniem.

– Moi pacjenci często skarżą się na problemy szkolne. Niedawno wrócili do zajęć stacjonarnych, ale wielomiesięczna nauka zdalna przysporzyła młodym ludziom licznych problemów. Było im, w wielu obszarach, znacznie trudniej niż w systemie edukacji  stacjonarnej. Często musieli radzić sobie sami. Nauczyciel niejednokrotnie nie mógł zauważyć, że uczeń sobie nie radzi, podejść i wyjaśnić tego, co niezrozumiałe, jak to się dzieje, gdy lekcja realizowana jest w normalnym trybie. Nasiliły się dysproporcje, jeszcze trudniej mieli słabsi uczniowie.

– W rozmowach z młodzieżą wybrzmiewa, że nasilają się problemy rówieśnicze, które przeniosły się do świata on-line. W obawie, że ktoś zrobi na przykład screen (zrzut ekranu – przyp. red.), wielu młodych ludzi woli nie włączyć kamerki. Boją się zostać wykorzystani. Nie chcą, by ich wizerunku użyto na przykład do stworzenia mema (humorystyczna wypowiedź internetowa – przyp. red.).

A psychiatria dziecięca jest w coraz gorszej kondycji.

– To jest ogromny problem. Według Naczelnej Izby Lekarskiej w Polsce jest nieco ponad 400 psychiatrów dziecięcych. Dostęp do nich, jak i do psychologów dziecięcych, którzy pracują w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia, jest bardzo trudny. Rodzice pacjentów często zgłaszają, że zanim przyszli do mnie, próbowali dostać się do Poradni Zdrowia Psychicznego dla Dzieci i Młodzieży, ale na pierwszy dostępny termin musieliby czekać sześć miesięcy. W poradniach psychologiczno-pedagogicznych terminy wizyt także są odległe. A młodzi ludzie potrzebują pomocy teraz. Czasem jej nie dostają.

Niedostępne terminy i blokujący wstyd.

– Choć to się stopniowo zmienia, dużo dorosłych osób bagatelizuje problemy dzieci i młodzieży. Wciąż można usłyszeć: „No ale czym takie dziecko ma się przejmować, jakie ono może mieć problemy?”. Samo pójście do psychologa, nie mówiąc już o wizycie w gabinecie psychiatrycznym, jest dla wielu rodziców obarczone piętnem wstydu.

Chyba jeszcze gorzej jest w małych miejscowościach?

– Zdecydowanie tak. Ostatnio konsultowałam dziewczynkę. Przyjechała z rodzicami z innego, wcale nie najbliższego, miasteczka. Zapytałam czy zgłosili się wcześniej do poradni psychologiczno-pedagogicznej w miejscowości, w której mieszkają. Odpowiedzieli, że nie. Nie chcieli, żeby ktokolwiek się dowiedział, że ich dziecko korzysta z pomocy psychologa. Celowo pojechali kilka miejscowości dalej, żeby zachować anonimowość.

Zastanawia mnie czy w głowie ich córki powstało pytanie – dlaczego rodzice ukrywają to, że ona potrzebuje pomocy?

– Nie wiem, ale wizyty u pediatry, kardiologa i stomatologa nikt nie tuszuje. Dzieci często potrzebują też konsultacji logopedycznej.

A rodzice chętnie wymieniają się namiarami na dobrych logopedów czy pediatrów. Dzielą się takimi informacjami publicznie, w mediach społecznościowych.

– I to się wszystkim wydaje w porządku. A problemów w obszarze zdrowia psychicznego wielu wciąż się wstydzi. Choć zaczynamy wychodzić z nimi ze strefy zagadnień zakazanych.

– Celebryci coraz częściej przyznają, że chorowali na depresję, korzystali z terapii i pomocy psychologów czy psychiatrów. Odczarowujemy temat, ale to będzie długi proces. Moglibyśmy uniknąć wielu tragedii, gdyby, nieblokowani wstydem, ludzie zdecydowali się sięgnąć po pomoc.

Jak czyjeś przyznanie się do depresji może pomóc nastolatkowi?

– Młodzi ludzie są podatni na modelowanie zachowań. Obserwując innych, często ich naśladują. Większość nastolatków aktywnie śledzi konta swoich idoli, youtuberów.

– Jeśli znana osoba, albo ktoś z najbliższego otoczenia nastolatka, mówi, że choruje i szuka specjalistycznej pomocy, to może ośmielić młodego człowieka do przyznania się, że on też ma trudności w obszarze zdrowia psychicznego. Temat robi się wtedy bardziej przystępny. Zwiększa się szansa, że dziecko porozmawia z rodzicami, czy inną bliską osobą i poprosi o pomoc.  Być może odważy się zapukać do gabinetu psychologa szkolnego.

Gdy widzę, że znani ludzie przyznają się do choroby, czuję, że dzieje się coś dobrego. Tyle, że obok słów wsparcia i otuchy wylewa się na nich fala hejtu. Czy to nie jest czynnik hamujący dla  pełnego wątpliwości nastolatka?

– Myślę, że takie komentarze mogą zniechęcić wiele osób do przyznania się do problemu i szukania pomocy. Każdy z nas ponosi osobistą odpowiedzialność za treści, które publikuje w sieci. Czasem nie zdajemy sobie sprawy, jakie konsekwencje może mieć nasz, pozornie nieistotny, komentarz.

Być może zamknie usta cierpiącemu dziecku, które zamiast pójść po pomoc, targnie się na własne życie?

– Nawet jeśli nie podejmie próby samobójczej, może się zablokować, co odroczy uzyskanie pomocy. A im dłużej zwlekamy, tym problem bardziej się pogłębia. Wychodzenie z niego będzie dłuższe i bardziej bolesne.

– Często dochodzi do pogorszenia koncentracji i wyników w nauce. Nastolatek może być z ich powodu strofowany przez rodziców i nauczycieli, więc jego nastrój obniży się jeszcze bardziej. Dziecko wpada w błędne koło, w którym jest tylko gorzej. Według statystyk nawet 40proc. nastolatków ma objawy depresji. To cztery na dziesięć osób.

Czyli dwanaście w trzydziestoosobowej klasie. To prawie połowa.

–  Jak podaje Światowa Organizacja Zdrowia, samobójstwo zajmuje trzecie miejsce wśród przyczyn śmierci osób między 15. a 24. rokiem życia.

To przerażające.

– Dlatego musimy myśleć, co robimy. Jednym, nienawistnym, komentarzem możemy skrzywdzić wiele osób. Przecież piszą je również dorośli ludzie, którzy sami są rodzicami.

A rykoszetem może dostać ktoś najbliższy sercu.

– Nie tylko dziecko. Może to być ktoś z najbliższego otoczenia, kto ma problemy ze zdrowiem psychicznym, a nie ma siły i odwagi, by iść po pomoc. Hejterskie komentarze pod postami osób przyznających się do podobnych kłopotów, na pewno nie dodadzą mu śmiałości.

Ile lat miało najmłodsze dziecko, które targnęło się na życie?

– Osiem. Samobójstwa wśród tak młodych osób są rzadkością. Najwięcej jest ich we wspomnianym już przedziale wiekowym, między 15. a 24. rokiem życia. Alarmujące jest to, że coraz młodsze dzieci podejmują próby samobójcze.

– Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę, która prowadzi też telefon zaufania dla dzieci i młodzieży,  miała w ubiegłym roku średnio dwie sytuacje dziennie, w których, oceniając, że istnieje realne ryzyko odebrania sobie życia przez małoletniego, podejmowała interwencję.

Co jako rodzice, szkoła i dorośli z najbliższego otoczenia dziecka, możemy zrobić, żeby zapobiegać takim tragediom?

– Najważniejsze, żeby być z dzieckiem rozmawiać z nim i obserwować je. To wydaje się oczywiste i banalne, ale tempo życia jest tak duże, że często brakuje nam czasu na zwykłą wymianę zdań. To ona pozwala wychwycić, że zachowanie dziecka się zmienia i dzieje się coś niepokojącego. Czasem rozgadany i pełen energii młody człowiek wycofuje się i milknie.

– Dziecko, którego rodzice mają dla niego czas, wie, że ma w nich oparcie. I nie będzie się bało zwrócić o pomoc. Nawet jeśli ono nie zgłasza problemu, ale rodzice widzą, że coś jest nie tak i sami nie potrafią sobie z tym poradzić, ważne, by nie wstydzili się zwrócić po pomoc do psychologa lub psychiatry.

A co w sytuacji, w której dziecko nie chce rozmawiać?

– Jeśli następuje duża zmiana w zachowaniu, nie wolno tego lekceważyć, tylko sięgnąć po specjalistyczną pomoc. I mimo oporu, próbować dotrzeć do młodego człowieka, tylko niezbyt agresywnie. Czasem z bezsilności pojawiają się komunikaty w stylu: „Co się z tobą dzieje, zacznij wreszcie ze mną rozmawiać!”. One nie pomogą rozwiązać sytuacji.

– Nawet jeśli młody człowiek nie chce rozmawiać, ważne, żeby miał świadomość, że rodzic jest dla niego dostępny. „Nie chcesz rozmawiać teraz, w porządku. Może zechcesz później. Jestem dla ciebie.” Warto próbować włączać dziecko w jakieś aktywności. Niekoniecznie  „siadaj i gadaj!”, ale może zróbmy coś razem. Cokolwiek, co dziecko lubi. To bardzo otwierające.

Możemy zrobić coś jeszcze?

– Zdecydowanie najważniejsze jest, żeby w codziennym zabieganiu znaleźć czas dla dziecka. I po prostu z nim być. Często nie doceniamy wartości wspólnie spędzanego czasu. A to on daje przestrzeń do rozmowy i budowania więzi.

– W niektórych aspektach warto trochę odpuścić. Mam tu na myśli szczególnie szkołę, która jest jednym z głównych stresorów dla dzieci i młodzieży. Rodzice, co naturalne, martwią się o dobre stopnie swoich dzieci. Ale uważajmy, żeby nie przesadzić. Oczywiście nie mówię o zupełnym zaniedbaniu edukacji. Warto jednak uświadomić sobie, że ocena dostateczna, a czasem nawet niższa, też jest w porządku. Świat nie kończy się na szkolnych stopniach.

– Musimy reagować, gdy dziecko ma problemy z nauką, ale nie wywierajmy przesadnej presji i nie popadajmy w perfekcjonizm. Świat jest dziś mocno nastawiony na samorozwój, co samo w sobie, jest bardzo dobre, bylebyśmy tylko zachowali umiar. Trzeba i sobie, i dziecku dać prawa do tego, że czasem coś może się nie udać. I to też jest w porządku.

Czy, poza drastyczną zmianą zachowania, są jakieś bardziej subtelne sygnały, które wysyła dziecko myślące o odebraniu sobie życia?

– Zaniepokoić powinien wzrost tendencji do izolowania się. Gdy dziecko się zamyka i nie chce rozmawiać, nie tylko z rodzicami. Jeśli unika kontaktu z rodzeństwem i rówieśnikami, a wcześniej było raczej towarzyską osobą.

– Zwróćmy uwagę, gdy zgłasza lęki, których wcześniej nie było. To nie świadczy, że młody człowiek za chwilę spróbuje odebrać sobie życie, ale pokazuje, że dziecko zmaga się z trudnościami, na które powinniśmy być wyczuleni.

Z samobójstwami powiązana jest depresja.

– Tak, a jej przebieg, w przypadku dzieci i młodzieży, może być bardzo różny. U młodszych dzieci możemy nie zauważyć jednoznacznego obniżenia nastroju. Pojawiają się natomiast bóle głowy i brzucha. Dziecko boi się iść szkoły. Zasłania się dolegliwościami z ciała, których czasami rzeczywiście doświadcza. Mogą dojść zaburzenia snu, czy regres w rozwoju. Dziecko zaczynie się na przykład znowu moczyć. Często jest też wzmożony lęk przed niepowodzeniami. Młody człowiek nie ma wiary w siebie. Pojawiają się zaburzenia koncentracji, które przekładają się na wyniki w nauce. Te sygnały powinny nas zaniepokoić i skłonić do poszukania specjalistycznej porady.

– U nastolatka alarmujące są komunikaty: „świat jest nieprzyjaznym miejscem, a ja na nic nie mam wpływu”, albo „życie nie ma sensu, chciałbym zniknąć”. One powinny zapalić nam czerwoną lampkę. To ważne, żeby młody człowiek miał pozytywne przekonanie na temat przyszłości i wiarę we własną skuteczność. Poczucia beznadziei i przekonania o braku sprawczość nie można lekceważyć. Jeśli dziecko ma depresję, albo inne problemy w funkcjonowaniu psychicznym, na które nałoży się jeszcze brak wiary we własną skuteczność i przekonanie, że świat jest nieprzyjazny, a ono nie ma u kogo szukać pomocy, trudności, których doświadcza mogą mieć poważniejszy przebieg i fatalne skutki.

Jak reagować, by uniknąć tragedii, gdy dostrzeżemy trudności dopiero na bardzo zaawansowanym etapie?

– Jeśli widzimy, że jest źle, to, niezależnie od poziomu zaawansowania problemu, najważniejsze, żeby z dzieckiem być i dać mu oparcie. Gdy widzimy, że sprawa jest na tyle poważna, że nie potrafimy sobie z nią poradzić – szukajmy pomocy. Terminy konsultacji w jednostkach finansowanych ze środków publicznych są odległe. Jeśli nie ma innej możliwości, skontaktujmy się z lekarzem pediatrą, psychologiem szkolnym, albo z ośrodkiem interwencji kryzysowej. I, powtórzę, ale to trzeba powtarzać, nie wstydźmy się tej pomocy szukać.

Wstydzi się dziecko i wstydzi się rodzic. Ten wstyd blokuje na wielu płaszczyznach.

– Rodzice często obawiają się oceny swoich kompetencji wychowawczych. Boją się, że ktoś im powie: „to jest wasza wina”. Tak się nie dzieje. Dobry specjalista nie powinien formułować tego typu ocen. Nie taki jest cel. Zdarza się, że są pewne czynniki w środowisku dziecka są do zmiany. Ale nie chodzi o szukanie winnego, tylko o pomoc temu, kto jej potrzebuje. A właściwe o pomoc dla całej rodziny. To jeszcze rzadkie, ale pojawiają się rodzice, którzy proszą o konsultację, żeby uniknąć problemu.

Profilaktycznie?

– Tak. Przychodzą, bo mają wątpliwość, czy to, co robią jest dobre dla rozwoju ich dziecka. Proszą, żeby przyjrzeć się jego rozwojowi, albo o poradę w kwestiach wychowawczych. Pytają czy powinni coś skorygować. Widzę w tym nadzieję na zmiany w społecznym postrzeganiu zdrowia psychicznego. W wielu krajach zachodnich korzystanie z pomocy psychologicznej nie jest tak napiętnowane. Wierzę, że i u nas się to zmieni, bo są już pierwsze sygnały.

 

***
Julita Kielińska – psycholog, na co dzień pracuje z dziećmi i młodzieżą oraz ich rodzicami. Ukończyła studia na Uniwersytecie Jagiellońskim, doświadczenie zdobywała m.in. w poradni psychologiczno-pedagogicznej, a obecnie prowadzi prywatną praktykę psychologiczną w Częstochowie. Pracuje w Centrum Medycznym Alfamedica. Współpracuje też z placówkami oświatowymi przeprowadzając konsultacje dla dzieci, rodziców i nauczycieli. W pracy pomocowej koncentruje się na możliwościach i zasobach jednostki, wykorzystując je do rozwiązania doświadczanych trudności.

 

Dodaj Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress