Blog

Zdrowie bez recepty …

Zdrowie bez recepty …

Czy to możliwe, w świecie, w którym wszystko chcemy mieć już, teraz, natychmiast, a czekanie wyszło z mody? W świecie, w którym łatwiej i szybciej zażyć tabletkę, najlepiej jedną – cudownie działającą na wszelkie bolączki ciała i ducha.

Owszem, to jest możliwe i osiągalne dla nas, o ile będziemy skłonni zatroszczyć się o własne ciało i dostarczyć mu adekwatne składniki pokarmowe, aby mogło funkcjonować w optymalnym wymiarze.

Nie jest szczytem naszych możliwości stan, kiedy nie mamy kaszlu, bólu brzucha, czy też nie zjadamy kolejnej paczki antybiotyku. Każdy z nas ma swój indywidualny, mocno uwarunkowany genetycznie i środowiskowo punkt, który może określić najlepszym stanem zdrowia. Składają się na niego owszem czynniki, które dziedziczymy i czynniki losowe, na które nie mamy wpływu, więc nie traćmy czasu na zadręczanie się nimi. Nie mniej ważną składową, czy też determinantą naszego stanu zdrowia są te elementy naszego życia, które zależą od nas. Zaliczyć tu możemy bezwzględnie aktywność fizyczną, rodzaj wykonywanej pracy i  wreszcie nasze nawyki żywieniowe, codzienną dietę. Dieta, czyli nasz sposób odżywiania. Dieta to nie szablon, który ktoś za nas i dla nas ułoży i nam wtłoczy. Przecież mamy różne smaki, nawyki, preferencje. Dieta to nie jest stan 2-3 miesięcznej pokuty. Dieta, to po prostu sposób w jaki przez całe życie, dzień po dniu traktujemy swoje ciało. Sposób w jakim o swoim ciele myślimy.

To my, każdego dnia , decydujemy czym nakarmimy swoje ciało, a skoro wiele komórek, m.in. w skórze czy wątrobie ulega odnowieniu w regularnych cyklach, jedząc budujemy swoje ciało. Warto wiedzieć czego mu potrzeba, z czego je zbudujemy, aby funkcjonowało jak najlepiej.

Często zapychając swój organizm śmieciowym jedzeniem, tłumaczymy się brakiem czasu, nadmiarem obowiązków i innymi licznymi wymówkami. Często jemy nie odczuwając głodu, czy też głodzimy się zupełnie bez sensu. Pokarm ma funkcję odżywienia organizmu. Warto zdać sobie z tego sprawę. Pożywienie nie jest karą, ani nagrodą. Wiele naszych nawyków żywieniowych niesiemy ze sobą z dzieciństwa, kiedy słyszeliśmy:

„Tak Kasiu, kupię ci lody, bo byłaś grzeczna” albo „Nie Kasiu, nie kupię ci cukierków, bo źle się zachowujesz”.

Dlatego też jednym z najczęstszych uzależnień pokarmowych są słodycze. Smak słodki kojarzy nam się z błogością, nagrodą, czasem beztroski. Co nie mniej ważne, cukier jest mocno uzależniający, aż ośmiokrotnie silniej niż kokaina.

A ciało potrzebuje energii i materiału budulcowego – to jest funkcja pokarmu. Do kar nie zachęcam. Wachlarz nagród jest ogromny, w zależności od fantazji i finansów nagradzajmy się poprzez spacer, kino, nowy krem, sweter czy książkę. Dla pokarmu zostawmy funkcję budulcową i energetyczną.

Zachęcam do przedefiniowania diety jako sposobu na odżywienie ciała, niekoniecznie jego odchudzenie. Takie schematy funkcjonują powszechnie i nie są zgodne z prawdą. Zacznijmy się odżywiać, a właściwa, wymarzona waga pojawi się wręcz jako efekt uboczny tego procesu.

Dostosujmy rytm odżywiania do rytmu naszego życia. Owszem optymalne byłoby spożywanie 5 posiłków, co często okazuje się życiowo niewykonalne. Ważne też jak długo trwa nasza aktywność w ciągu doby. Często 3-4 regularne posiłki będą dla nas wystarczająco dobrym rozwiązaniem. Przecież nie chodzi o to, aby na czas 2-3 miesięcy wyśrubować nasze możliwości i cierpliwość do maksimum, by licznymi nakazami i zakazami sprowadzić odżywianie do schematu udręki. Chodzi o to, by wdrożyć nowe lepsze rozwiązania, w zgodzie ze sobą, stopniowo korygować to, co nam nie służy, na przykład nawyk niejedzenia śniadań. Tak, z tym nie ma po co dyskutować. Śniadanie jest nam potrzebne, bo niby jak bez energii mamy się rzucić w wir obowiązków i wymagań jakie życie stawia przed nami. Samochód tankujemy przed trasą, zadbajmy o paliwo dla własnego ciała na start. Jazda na rezerwie jest mało komfortowa i stresująca. Być może my tego stresu wprost nie odczuwamy, to zależne jest od samoświadomości i czucia ciała, ale nasze komórki ten stres czują, oszczędźmy im tego. Najbardziej optymalne okazuje się śniadanie zjedzone do godziny po przebudzeniu, kolacja, ostatni posiłek najpóźniej dwie godziny przed snem. Pozwólmy aby nasz przewód pokarmowy również mógł odpocząć. Jeśli śpimy, a cała machina metaboliczna jest rozkręcona do granic możliwości, np. po tłustym posiłku, to ciężko spodziewać się, że rano będziemy rześcy i zregenerowani. Pomyślmy, że ciało to jeden twór, w którym wszystkie procesy nawzajem się warunkują. Jest czas na działanie tożsamy z zapotrzebowaniem na energię i jest czas na relaks – sen i wypoczynek. Takie rozsądne i higieniczne obchodzenie się z własnym ciałem przynosi  wiele korzyści. Owszem nie zagwarantuje nam nieśmiertelności, ani nie da pewności, iż nie zapadniemy na jakąś chorobę. Aby jednak łatwiej sobie radzić zarówno z infekcjami, przeziębieniami, jak i chorobami przewlekłymi, w tym szczególnie z chorobami przewodu pokarmowego, zachowanie higieny odżywiania jest niezbędne. Banalne, być może się takie wydać, szkoda, że tylko w teorii, bo ilu z nas stosuje się do tych podstawowych wytycznych dla ochrony własnego zdrowi?  Niestety wciąż znikomy procent. Każdy moment jest dobry aby wdrożyć  zmiany. Jesień, czas, kiedy warzywniaki kuszą kolorami, zapachami, to przyjazny czas do wdrożenia nowości.

Zadbajmy o dobry błonnik, taki zawarty w świeżych warzywach i owocach, kaszy gruboziarnistej, pieczywie pełnoziarnistym. Zadbajmy o urozmaicenie posiłków. Dobrze byłoby gdyby w skali miesiąca na naszym talerzu pojawiło się około pięćdziesięciu różnych produktów. Monotonia zabija i rozleniwia, również nasz metabolizm. Nauczmy się planować  dzień, żeby nie zdarzało nam się, albo zdarzało jak najrzadziej jedzenie czegoś zupełnie przypadkowego „na mieście” czy też „zjadanie lodówki”  po powrocie z pracy – po 8-10 godzinach głodu. To są katusze jakie wielu z nas ciągle sobie, swojemu ciału funduje – niemal cały zapracowany dzień bez posiłku, bo w pracy tyle obowiązków. Cóż, nie można się z tym nie zgodzić. Popatrzmy na to z punktu widzenia komórek naszego ciała. Wymagamy od nich maksymalnej wydajności nie dostarczając im energii. Żądamy aby pobierały z zapasów, czy wręcz zaciągały debet, a potem zarzucamy je nadmiarem. Skoro ciało już wie, że jest permanentnie głodzone, szuka rozwiązań dla siebie najlepszych. Upraszczając schemat, to co dostarczymy w dużym popołudniowym posiłku zostanie najpierw zmagazynowane na czas głodu, w postaci tkanki tłuszczowej, o nadmiarze której niewielu z nas marzy. Tłuszcz jest nam potrzebny, ma funkcję ochronną dla narządów, ogrzewa ciało, jednak zbyt duże jego pokłady nie służą mam zarówno estetycznie, jak i zdrowotnie. Zachęcam do przemyślenia tych podstawowych, niby oczywistych spraw i zastosowanie we własnym życiu. Przecież nie sztuką wiedzieć jak najwięcej, sztuką przefiltrować choć część tej wiedzy przez potrzeby naszego ciała i zwiększyć prawdopodobieństwo życia w zdrowiu bez potrzeby sięgania po środki farmakologiczne. Są sytuacje, kiedy nieodzowne jest ich zażywanie, bywają też takie, gdy idziemy na łatwiznę i wybieramy drogę na skróty. Życzę wytrwałości w trosce o własne ciało, w trosce o siebie!

Dodaj Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress